20 marca 2020 roku
Czuję, że wariuję. Zazwyczaj marzyłam o dłuższym wolnym, podczas którego mogłabym siedzieć w domu, bez żadnych obowiązków, czekających na mnie zadań. Po prostu leżeć i obijać się. Och, jaka byłam naiwna! O ile masz możliwość wyjścia na zewnątrz - wszystko jest super. Sytuacja zmienia się, gdy nie możesz wyściubić nawet nosa, ale nie z powodu choroby! Nie, nie.
Każdy wie, jaka sytuacja panuje teraz na świecie. Koronawirus. Przez jednych traktowany jako nieszkodliwa grypa, przez innych jako coś potwornego i wprawiającego ich w panikę.
Gdy docierały do nas informacje jedynie z Chin, nie było większego problemu. Mają problem, ale jest ich, nie nasz. Jednak w krótkim czasie dotarł do Europy, zawładnął Włochami i coraz bardziej ingeruje w inne państwa. W Polsce także jest, nie oszczędza nas. Nie tak, jak niektórzy myśleli.
Do czego zmierzam? Nie jestem zarażona, nie mam kwarantanny, jednak stosuję się do zaleceń, by nie wychodzić z domu. Jak już wspomniałam, myślałam, że nie sprawi mi to większego problemu. W przeciągu tygodnia wyszłam z domu dwa czy trzy raz do sklepu. Nic więcej. Oddychałam świeżym powietrzem tylko, gdy wietrzyłam pokój lub po prostu wychodziłam na balkon. Dlaczego więc nie poszłam nawet na spacer, chociaż tak często o nim myślałam? Nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłam. Lekarze nawet zalecają wychodzenie z domu, by się dotlenić i nie przebywać cały czas w zamkniętych pomieszczeniach. Ważne, by nie spotykać się w większych skupiskach. Mimo tego, że to wiem - nie wyszłam. Chyba podświadomie boję się, że Policja może mnie spisać czy zgarnąć, ale do tego nie dojdzie, bo będę sama i jestem pełnoletnia.
Do sedna - wariuję już w domu. Nie mam co robić. Właściwie to mam, jednak brak mi jakichkolwiek chęci, by się do tego zabrać. Choćbym chciała - nie umiem. Nie ciągnie mnie do oglądania filmów czy seriali, czytania książek. Nawet nie gram w gry! Jedyne, co robię to słucham muzyki, gram w coś na telefonie, przeglądam social media i rozmawiam ze znajomymi. Właśnie, znajomi. Mimo tego, że mam ich sporo (większość internetowych), czuję, że mi nie wystarczają. Rozmowy, które prowadzimy, pozbawione są jakiegoś głębszego sensu. Brakuje mi silniejszej więzi z drugą osobą. Brakuje mi chłopaka, z którym nie mam już kontaktu. Dobija mnie to coraz bardziej. Nie ma dni, bym o nim nie myślała i biła się w myślach, czy jeszcze się do niego odezwać. Z jednej strony czuję, że może się to udać, z drugiej zaś, że spotkam się z ponownym odrzuceniem, które będzie bolało bardziej niż wszystkie wcześniejsze. Gdybym jeszcze miała nadzieję na spotkanie go na ulicy... Jednak dzieli nas teraz ponad 50 kilometrów i nie ma najmniejszej możliwości na chociażby przelotne spojrzenia. Nie mam od niego żadnych wieści, nie wiem czy u niego wszystko w porządku, czy jest zdrowy. Sprawia to, że martwię się bardziej i bardziej z każdą chwilą. Chciałabym móc się wreszcie czymś zająć, by chociaż przez jeden dzień o nim nie myśleć. Lub dostać jakiś znak od niego. Najmniejszy.
Samopoczucia nie polepsza sytuacja na uczelni, a raczej na platformie e-learningowej. Od 12 marca nie dostałam praktycznie żadnych zadań do zrobienia. Boję się, że w niedalekiej przyszłości wszystko się nagromadzi i nie będę miała w co rąk włożyć. Dodatkowo zastanawiam się co z moją czerwcową obroną. Przygotowuję samą siebie na to, że odbędzie się ona we wrześniu. Jeśli mam być szczera, chyba wolałabym, żeby tak się stało. Nie jestem zwolenniczką załatwiania takich ważnych spraw drogą mailową. To nie jest zadanie domowe, które nie ma tak dużego znaczenia. To praca, która zadecyduje o moim wykształceniu i dalszej drodze kariery.
Chcę znaleźć motywację do działania. Chcę, by pandemia minęła. Chcę odnowić z Nim kontakt. Chcę, by było dobrze.
Po prostu chcę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz